środa, 2 stycznia 2013

lumpeksowa dżungla

Secondhand to miejsce, które uwielbiam. Nie wiem czy to dlatego, że ostatnimi czasy tylko tam, pozwala mi bywać mój portfel, czy może dlatego, że to skarbnica oryginalnych ubrań. Lumpeks, szmateks, ciucholand – Bóg jeden wie ile jeszcze istota ludzka wymyśli określeń dla Świątyni, którą każda szanująca swój portfel zakupoholiczka odwiedza przynajmniej raz w tygodniu. Ja – studentka drugiego roku dziennikarstwa, na co dzień sprzedająca bardzo popularny napój z bąbelkami staram się odwiedzać lumpeks co najmniej dwa razy w tygodniu. Z ręką na sercu powiadam Wam więc, że jestem praktykującą zakupoholiczką. Wręcz zagorzała ze mnie lumpeksiara. Uwielbiam tą sztukę – łowienie lumpeksowych perełek. Choć nie jest to wcale łatwe, proste i przyjemne. W wielkim skrócie. Dzień dostawy – świeżutkie, może nie pachnące nowością, ale za to piękne szmatki spokojnie wiszą na wieszakach. W pomieszczeniu panuje nerwowa cisza. Obsługa zerka na zegarek. Zaraz dziesiąta. Na miejsca, gotowi do startu, start! Drzwi otwierają się. Polowanie rozpoczęte. Wrzaski, krzyki, wielki hałas. Gdzie się podziała cisza ogarniająca całe pomieszczenie dosłownie kilka minut temu? Sprawczyniami całego zamieszania są i stare, i młode, i grube, i chude. Kobiety w dwunastocentymetrowych obcasach oraz te, które nie rozstają się z trampkami. Kobiety z starannie wykonanym makijażem oraz te, które dopiero co wstały z łóżka. Z lumpeksiarstwem nie można walczyć. Zapamiętaj. Zawsze jesteś przegrana. Płeć piękna przeciska się pomiędzy wieszakami, popychając siebie nawzajem. Kto pierwszy, ten lepszy. Podstawowe prawo dżungli. Tutaj nie pomogą Tobie ładne nogi, czy piękny uśmiech. Ba, mogą nawet zaszkodzić. Kobietki polują z miną zaciętego myśliwego, czając się na najlepsze kąski. Nieważne, że Jej rozmiar to 44, a bluzka, która jest spełnieniem Twoich marzeń (oczywiście w rozmiarze 36) wędruje w Jej koszyku. A nuż uda się wcisnąć. Tobie pozostaje tylko oczekiwanie pod przymierzalnią. Co do przymierzalni, to właśnie tam odbywa się druga część polowania. W kolejce widzisz kto, jaką zdobycz upolował - co można by było ewentualnie przygarnąć. Wtedy budzi się w Tobie prawdziwy zwierz. Za wszelką cenę chcesz zdobyć tą spódniczkę. Tą, która śni ci się po nocach – skórzaną, ołówkową, w kolorze czerwonego wina. Wiesz, że to jedyna okazja aby ją zdobyć. W końcu studencki portfel nie pozwala Tobie na takie szaleństwo w zwykłym sklepie. Cichutko błagasz, modlisz się, prosisz – aby ta spódnica była jej za ciasna. Jeśli masz odrobinę odwagi, pytasz kobietę o obiekt Twoich westchnień. Jednak, takim zagraniem nic nie wskórasz. Nie warto. Jeśli zaś, jesteś niezłą aktorką – spróbuj wmówić kobiecie, że w tej spódnicy wygląda okropnie. Choć znając życie, na jej widok dech zapiera. Każda wizyta w dżungli uczy mnie czegoś nowego. Ubarwia moje szare, studenckie życie. W końcu gdzie indziej, jak nie w Świątyni znalazłam swojego ulubione kobaltowe szpilki?

9 komentarzy:

  1. Lumpeksy są rzeczywiście rajem i znaleźć w nim można naprawdę piękne i oryginalne rzeczy tylko jeśli ma się dobre oko i refleks :)
    Sama jestem uzależniona od zakupów w tych oto sanktuariach odzieżowych ;)

    Piękny kolor sukienki :)

    Pozdrawiam
    Elle

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaka wspaniała sukienka! <3 lumpexy!

    OdpowiedzUsuń
  3. nieźle napisane - zgadzam się co do słowa
    I jako wyznawczyni tej samej ideologii - upolowałam dziś w nowoodkrytym ciuchu tunikę i kieckę. Ha.

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham takie fasony <3 slicznie wygladasz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. rietty induction snagoff pokey kamma superbe fosdick discommode hangs
    dora online games

    OdpowiedzUsuń
  7. Love this! ♥
    You are making me jealous, pretty!

    adoorablee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń